Wybierz region

Wybierz miasto

    Rybackie pielgrzymowanie

    Autor: Piotr Niemkiewicz

    2001-06-29, Aktualizacja: 2009-08-21 13:24

    Z Aleksandrem Celarkiem rozmawiamy na temat historii organizacji corocznych rybackich pielgrzymek łodziowych do Pucka. - Jak to się stało, że zaczął pan organizować rybacką pielgrzymkę? - Pierwszą pielgrzymkę ...

    Z Aleksandrem Celarkiem rozmawiamy na temat historii organizacji corocznych rybackich pielgrzymek łodziowych do Pucka.

    - Jak to się stało, że zaczął pan organizować rybacką pielgrzymkę?

    - Pierwszą pielgrzymkę udało się nam zorganizować wspólnie w 1981 roku, jeszcze przed stanem wojennym. Wymyśliłem, że rybacy przecież mogą udać się na łodziach do Swarzewa. Pamiętam, że podczas kolędy zapytałem o to księdza Gerarda Markowskiego, proboszcza z Kuźnicy. Stwierdził, że to zły pomysł, przypominając mi, że do tego sanktuarium pątnicy wędrują pieszo. Nie było sensu tego ,psuć". Doszliśmy do wniosku, że pielgrzymka łodziowa do Pucka będzie dobrym rozwiązaniem. Gdy później zbieraliśmy zgłoszenia chętnych w Kuźnicy, pomagał mi Roman Budzisz, popularnie nazywany Piochem. Łatwo nam nie było, bo przepisy między innymi zabraniały zabierać na łodzie rybackie rodziny. Trzeba było także odpowiednio wcześnie zadbać o bezpieczeństwo przebywających na łodziach ludzi. Dlatego przed rozpoczęciem przedsięwzięcia zbieraliśmy kamizelki ratunkowe. Było ich naprawdę sporo - zapełniliśmy nimi całego Żuka.

    - Aura wówczas też wam dopisała.

    - Rzeczywiście, pogoda była wspaniała. Świeciło słońce, a zatoka wyglądała jak tafla szkła. Była gładka, bez najmniejszego śladu fali. To była, jak dotąd, jedyna pielgrzymka, w której brały udział jedynie łodzie drewniane. Było zatem tak, jak sobie na początku, zaplanowałem.

    - Ta pielgrzymka najbardziej utkwiła panu w pamięci?

    - Mimo wszystko nie. Najlepiej pamiętam tę drugą - zakazaną, którą organizowaliśmy w 1982 roku. Pogoda wówczas dała nam się ostro we znaki. Szaleństwem było płynąć, gdy lało jak z cebra i wiała wichura, ale jednak wyszliśmy z portu. Wszyscy jednak szczęśliwie dotarliśmy do portu w Pucku i wróciliśmy do swoich przystani. W Kuźnicy "żegnały" nas jednostki Wojsk Ochrony Pogranicza, a w Pucku przy bosmanacie czekały na nas milicyjne samochody. W Pucku przybiliśmy do brzegu po stronie Harcerskiego Ośrodka Morskiego i szybkim krokiem podążyliśmy do kościoła. Szczęśliwie nikt z milicjantów nas nie zaczepiał. Gdy kilka godzin później przybijaliśmy do brzegu w Chałupach panowała straszliwa mgła. Pamiętam, że wówczas nieśliśmy we dwóch żagiel. Nagle na brzegu zobaczyliśmy, majaczącą we mgle, sylwetkę dużego Fiata. Takim samochodem jeździli w tamtych czasach żołnierze WOP. Pomyślałem, że szczęście już nam się tego dnia skończyło. Serce pracowało wówczas jak kowalski miech - był przecież stan wojenny. "Wsadzą mnie na trzy lata" - przemknęło mi przez głowę. Z każdym krokiem zbliżaliśmy się coraz bliżej, robiło się naprawdę dramatycznie. Nagle z samochodu ktoś wysiadł. Ze zdziwieniem zauważyliśmy, że nie ma wojskowego munduru. Okazało się, że po prostu na naszej drodze zatrzymał się ktoś swoim prywatnym autem. Natychmiast zrobiło się nam lżej na sercu.

    - Ukarano pana kiedykolwiek za pielgrzymkę?

    - W 1982 roku wezwano mnie przed kolegium. Zresztą wówczas wielu rybaków trafiło przed wymiar sprawiedliwości. Ci, którzy nas sądzili, patrzyli na nas chyba łaskawym okiem, gdyż kary były raczej symboliczne. Zapłaciłem wówczas równowartość butelki wódki. Kary podobnej wielkości płacili także i pozostali rybacy. Przed kolegium przy Izbie Morskiej jeden z kuźnickich rybaków powiedział wówczas, że nieważne ile będzie musiał zapłacić, ale za rok w pielgrzymce i tak weźmie udział.

    - Coraz więcej wśród łodzi prywatnych jachtów. Co pan na to?

    - Jak mówiłem, chciałem, żeby w pielgrzymce do Pucka udział brały tylko drewniane łodzie, jednostki typowo rybackie. Dziś już wiem, że było to nierealne marzenie. Z czasem wśród rybackich jednostek zaczęły pojawiać się również jachty, motorówki, jednostki Marynarki Wojennej, białej floty. W pewnym okresie padła nawet propozycja, żeby do Pucka szły dwie odrębne grupy: łodzie kaszubskie i pozostałe.


    Sonda

    Działalność pozakościelna księdza Jankowskiego jest:

    • drażni mnie ze względu na osobę prałata (42%)
    • drażni mnie, jak każda dodatkowa działalność księży (25%)
    • wspaniała, brawo że komuś się chce (18%)
    • jest mi obojętna (7%)
    • czymś normalnym (7%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.